No właśnie - jak ubrałem się na premierę "Turandot", bądź co bądź imprezę - jak na warszawskie standardy - dość szczególną? Ano - szczególnie. Już od dawna chciałem poeksperymentować z dwurzędówką. W dwurzędówce wygląda się z definicji bardziej męsko, dwurzędówka wszak przypomina mundur - a za mundurem... wiadomo. Stąd - kiedy ujrzałem przepiękną, klubową marynarkę od niezwykle prestiżowego (i potwornie drogiego) dizajnera, zapragnąłem niezwykle mocno stać się jej właścicielem, nie zważając na fakt, że jest o rozmiar za duża. Marynarka zatem została zmniejszona o jeden rozmiar (barki, taliowanie, rękawy), a efektem owego zmniejszenia jest dość dobre (choć nie idealne) dopasowanie. Do kompletu założyłem szare spodnie, czarne buty oraz krawat - w absolutnie najwyższym gatunku, ma się rozumieć.
Marynarka na zdjęciu wygląda na nieco zbyt szeroką w ramionach - faktycznie dopasowanie jest dość dobre, a luzu niewiele. Jest to moja najdłuższa marynarka, dłuższa od "klunejowej" o jakieś 2,5 cm. Rozważałem przez moment skrócenie jej o 1-2 cm, ale boję się, że popsuje to proporcje - kieszenie osadzone są dość nisko. Można oczywiście zwęzić patki, co optycznie powiększy przestrzeń, ale bez przesady. Chyba zbyt wiele to wszystko by kosztowało, a końcowy efekt byłby dość niepewny. W białej koszuli skracałem rękawy - niestety, skróciłem nieco za mocno i po założeniu marynarki i paru ruchach rękami mankiety koszuli chowają się w rękawie. (Mam w najbliższych planach wpis na temat przeróbek koszul - muszę tylko zrobić porządne zdjęcia).
Nawiasem mówiąc, nie przepadam za skośnookimi kobietami, ale dla pani Lee (odtwórczyni tytułowej partii - księżniczki Turandot) w tej zjawiskowej sukni niechybnie uczyniłbym wyjątek. Lilla, just call me.
(Źródło: styl.pl)
A na premierze - gwiazdy. Nazwiska. Kreacje. Kto chciałby liznąć szerokiego (jak na nasze możliwości) świata, proszę obejrzeć galerie:
Styl.pl
Dziennik.pl