Marynarkę kupiłem "zdalnie" wiedząc, że będzie o rozmiar za duża. Spodobał mi się i kolor (granat), i wzrór (jasna kratka), a także materiał (len) i detale (widać). Kiedy ją jednak dostałem i przymierzyłem, okazało się, że jest o wiele za duża - za szeroka w ramionach, w talii weszłoby dwóch :) Mimo wszystko postanowiłem spróbować, licząc się z ewentualną porażką. Marynarka została mocno wytaliowana (co nieco poprawiło dopasowanie w ramionach), karczek - skorygowany (usunięcie tzw. fałdy poznańskiej, czyli fałdowania materiału z tyłu poniżej szyi), a rękawy - skrócone (co może nie za bardzo widać). Wyszło - biorąc pod uwagę punkt wyjścia - akceptowalnie. (Punkt zapięcia jest za wysoko - tutaj nic się nie da zrobić). Jest to tego lata jedna z moich "podstawowych" marynarek, noszona obowiązkowo z białą koszulą i poszetką. Marynarka jest na tyle "fikuśna", że eksperyment z "ciekawszą" koszulą lub dodatek krawata skutkowałby efektem "baroku". Barok w sumie lubię, ale raczej obok mnie, niż na mnie.
Buty - pokazywane już wcześniej wiśniowe wiedenki firmy Loake - to obecnie moje najwygodniejsze i jednocześnie (prawie) najgorsze pod względem estetycznym buty :) Problem polega na tym, że skóra jest lakierowana, więc naturalne załamania pojawiające się wskutek użytkowania wyglądają brzydko. Kopyto jest szerokie i mało finezyjne (a ów brak finezji jest rekompensowany wspomnianą wygodą), jakość - przeciętna (musiałem m.in. naprawić pęknięcie skóry u góry pięty). No cóż - z moich własnych obserwacji wynika, że jakość i związane z estetyką zadowolenie z użytkowania butów są wprost proporcjonalne do ich ceny. Polerując rano nieskazitelnie wykonany i pięknie wyglądający but z wyższej jakościowo półki mam świadomość, że to będzie udany dzień :) - a przynajmniej, że świetnie się zaczyna. W przypadku tych butów takiego uczucia nie ma - cóż, buty jak buty.







