wtorek, 7 czerwca 2011

Turandot - dwurzędówka

Znów nieco ostatnio życie mi przyspieszyło, stąd przerwa w prowadzeniu bloga i (nieco) odświeżany wpis, który miał się pojawić już dawno. Mam przynajmniej nadzieję, że wrażenia estetyczne (bynajmniej nie związane ze mną) ową przerwę Drogim Czytelnikom zrekompensują.

No właśnie - jak ubrałem się na premierę "Turandot", bądź co bądź imprezę - jak na warszawskie standardy - dość szczególną? Ano - szczególnie. Już od dawna chciałem poeksperymentować z dwurzędówką. W dwurzędówce wygląda się z definicji bardziej męsko, dwurzędówka wszak przypomina mundur - a za mundurem... wiadomo. Stąd - kiedy ujrzałem przepiękną, klubową marynarkę od niezwykle prestiżowego (i potwornie drogiego) dizajnera, zapragnąłem niezwykle mocno stać się jej właścicielem, nie zważając na fakt, że jest o rozmiar za duża. Marynarka zatem została zmniejszona o jeden rozmiar (barki, taliowanie, rękawy), a efektem owego zmniejszenia jest dość dobre (choć nie idealne) dopasowanie. Do kompletu założyłem szare spodnie, czarne buty oraz krawat - w absolutnie najwyższym gatunku, ma się rozumieć.


Marynarka na zdjęciu wygląda na nieco zbyt szeroką w ramionach - faktycznie dopasowanie jest dość dobre, a luzu niewiele. Jest to moja najdłuższa marynarka, dłuższa od "klunejowej" o jakieś 2,5 cm. Rozważałem przez moment skrócenie jej o 1-2 cm, ale boję się, że popsuje to proporcje - kieszenie osadzone są dość nisko. Można oczywiście zwęzić patki, co optycznie powiększy przestrzeń, ale bez przesady. Chyba zbyt wiele to wszystko by kosztowało, a końcowy efekt byłby dość niepewny. W białej koszuli skracałem rękawy - niestety, skróciłem nieco za mocno i po założeniu marynarki i paru ruchach rękami mankiety koszuli chowają się w rękawie. (Mam w najbliższych planach wpis na temat przeróbek koszul - muszę tylko zrobić porządne zdjęcia).

Nawiasem mówiąc, nie przepadam za skośnookimi kobietami, ale dla pani Lee (odtwórczyni tytułowej partii - księżniczki Turandot) w tej zjawiskowej sukni niechybnie uczyniłbym wyjątek. Lilla, just call me.


(Źródło: styl.pl)

A na premierze - gwiazdy. Nazwiska. Kreacje. Kto chciałby liznąć szerokiego (jak na nasze możliwości) świata, proszę obejrzeć galerie:

Styl.pl

Dziennik.pl

7 komentarzy:

  1. Witaj Mosze,

    świetna dwurzędówka - podoba mi się. Lekko luźna, jednak jest to chyba wada wyłącznie na fotce, a w rzeczywistości dobrze.

    Jednak odwołując się do mundurowego stereotypu i tych panien sznurem - chyba trochę stanąłeś w rozkroku.
    Mam na myśli krawat i odpięty dolny guzik marynarki. Przy takiej okazji i skojarzeniu podszedłbym do sprawy bardziej z oficerska.

    pozdr.Vslv

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję za komentarz. To miał być żołnierz z duszą artysty ;) Krawata z działami szturmowymi nie mam, ale pracuję nad tym.

    OdpowiedzUsuń
  3. Żołnierz jak żołnierz, raczej oficer królewskiej floty wojennej. No i przy krawacie masz dwa wyjścia, albo prosty formalny, albo na gumce z nadrukowaną tancerką go-go :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Zgadzam się z Vislavem, prosty formalny byłby o wiele lepszy np złoty albo burgundowy satynowy. Plus za dwurzędówkę, ale ten krawat psuje efekt. Wydaję mi się, że masz go jeszcze z pionierskich czasów swojej elegancji.

    OdpowiedzUsuń
  5. @Walter: dzięki za radę :), ale dla mnie nie byłby lepszy. Gdyby wszyscy mieli ten sam gust, świat byłby nudny. Ja mam słabość do nieszablonowych krawatów; nieskazitelna elegancja nie jest dla mnie pierwszym celem - ważniejsza jest harmonia kolorów i pewien akcent - powiedzmy - lekkie przymrużenie oka.

    Nawiasem mówiąc, gdybym chciał podnieść formalność i zastosować krawat jednokolorowy, prawdopodobnie wybrałbym odcień szarości bądź niebieskiego (raczej w kierunku granatu). Ale to gdybanie, bo ja zawsze muszę przymierzyć krawat i zobaczyć na żywo, czy pasuje.

    OdpowiedzUsuń
  6. Jakie są koszta tak mocnych przeróbek krawieckich marynarki i jak wiele krawiec może zebrać z ramion ?

    OdpowiedzUsuń
  7. Witam, koszty na pewno zależą mocno od lokalizacji zakładu (oraz od tego, jak bardzo krawiec się ceni) - wiadomo. W moim wypadku - rubieże Warszawy - skrócenie rękawów to 30-35 zł (więcej, jeśli trzeba przesunąć guziki), skrócenie marynarki (tutaj tego nie robiłem) - ok. 50 zł., taliowanie 35, zwężenie w ramionach 25-30, ale nieco drożej, jeśli trzeba "poprawić karczek" (cokolwiek to znaczy). W moim wypadku zebrane zostało po ok. 1,5 cm. Wydaje mi się, że zmniejszenie marynarki o 1 rozmiar ma sens, ale wieksze przeróbki ro chyba zbyt duże ryzyko. W przypadku ramion uważam, że przeróbka jest ryzykowna - nie ma grawancji, że będzie idealnie leżeć, oraz że krawiec zachowa idealną krzywiznę ramienia po zwężeniu. Nie zawsze to wychodzi dobrze i nie wiem, od czego zależy.

    Obecnie mam już sporo marynarek i odpowiedni rozmiar w ramionach jest priorytetem - już bardzo rzadko kupuję marynarki do przeróbki w tym miejscu.

    OdpowiedzUsuń